Blog
Zanim zwyciężymy
Krytyka Polityczna
Krytyka Polityczna www.krytykapolityczna.pl
53 obserwujących 230 notek 312147 odsłon
Krytyka Polityczna, 7 października 2011 r.

Krytyka wystraszonego rozumu. Odpowiedź Sergiuszowi Kowalskiemu

 Sergiusz Kowalski napisał tekst o tym, że popieramy Jarosława Kaczyńskiego, bo nie chcemy poprzeć „mniejszego zła”, czyli Platformy Obywatelskiej. Napisał, że jesteśmy  „konsekwentni w zwalczaniu PO i oddemonizowywaniu PiS bez względu na konsekwencje”. Jedno i drugie jest nieprawdą, co tłumaczy, dlaczego Kowalski na poparcie swojego ataku nie potrafił znaleźć potwierdzeń w naszych słowach, uciekając się do własnych domysłów, sfałszowanych cytatów i pokrętnej logiki.   

Polemizuje się z odmiennymi opiniami. Kowalski natomiast przekroczył granice kłamstwa. Jeśli odpowiadamy, zamiast zażądać serii sprostowań, to tylko dlatego, że tekst został wydrukowany na moment przed ciszą wyborczą. Dziękujemy za coraz bardziej wyrafinowane wysiłki naszych kolegów i koleżanek z „Gazety Wyborczej”, żeby namówić nas na przedwyborczą jedność poglądów, ale ani bezdyskusyjne poparcie dla Platformy Obywatelskiej nie jest jeszcze żadnym poglądem, ani nie są nimi przekręty Kowalskiego. No i nie da się chyba zmusić kogoś do poparcia Platformy, zapisując go do obozu Kaczyńskiego… Choć można się bać Kaczyńskiego i wzmacniać go jednocześnie nami… Ale nie należy. 

  

Owszem na przestrzeni lat zdarzały się w naszym, sporym przecież i rozdyskutowanym, środowisku głosy pozytywne na temat Kaczyńskiego, zawsze uzasadniane poczuciem solidarności z jego elektoratem, pełnym ludzi sfrustrowanych i wykluczonych. Ale także w tych i wszystkich pozostałych wypowiedziach stosunek ludzi „Krytyki Politycznej” do działalności obozu Kaczyńskiego był jednoznacznie negatywny. Autor tekstu Sojusznicy z lewej („Gazeta Wyborcza”, 6 października 2011) zauważa wprawdzie, że „nie wszyscy w KP mówią tym samym głosem, bo nie ma tam dyscypliny”, co na jego rozum oznacza „wspólnotę antypatii”. Nie przeszkadza mu to jednak cytować wyłącznie tych fragmentów naszych wypowiedzi i publikacji, które podepnie do swojej tezy o naszej „nienawiści” do liberalizmu, „pogardzie” dla mainstreamu, obojętności wobec patologii rządów PiS i „odrzucaniu liberalnego status quo”. Kowalski wprost manipuluje wypowiedziami – gdy Kazimierze Szczuce przypisuje wypowiedź, która faktycznie była… zadanym jej pytaniem dotyczącym znużenia Polaków duopolem PO-PiS. Kowalski zapisuje Agnieszkę Graff do obozu ignorującego zagrożenie Kaczyńskim, choć przed wyborami prezydenckimi podpisała, razem z innymi członkami naszego środowiska, przedrukowany natychmiast przez „Gazetę Wyborczą” list przestrzegający wyborców przed… zagrożeniem Kaczyńskim.

Następnie Kowalski insynuuje najbardziej absurdalne tezy Kindze Dunin, cytując zupełnie bez związku jej tekst o tym, że współczesna demokracja nie radzi sobie z globalnym kapitalizmem, nierównościami i płynącymi z tego problemami społecznymi (zanik więzi, tkanki moralnej, przestępczość, terroryzm). Kowalski twierdzi, że tak naprawdę jest to zawoalowana krytyka Polski pod rządami PO. W związku z tym autor odnosi „przedwyborcze wrażenie, że nie przeszkadzałaby jej zmiana na PiS”. Niezbyt kontrowersyjna diagnoza problemów współczesnej Europy, której częścią jest Polska, okazuje się „obiektywnym” wsparciem Jarosława Kaczyńskiego. Ciekawa to logika u kogoś, kto sam przypisuje nam „próbę heglowsko-marksowskiej dialektyki”. Na marginesie, przypominamy Kowalskiemu, że taktyka rzucania oszczerstw i jednocześnie zarzucania tego innym, to filozofia samego Kaczyńskiego, więc niech się Kowalski lepiej nie ima takich metod, bo łatkę sojusznika Kaczyńskiego, którą przyszykował dla nas, przylepi sobie sam.
 

Kowalski twierdzi, że KP „ignoruje węgierskie zagrożenie”, tzn. PiS-owskie marzenia o powtórce sukcesu Orbana nad Wisłą. O Węgrach Orbana pisaliśmy jednoznacznie, że tamtejszego projektu nie da się bronić z żadnej strony oraz że część liberalnych publicystów popełnia błąd, przypisując węgierskiemu przywódcy jakikolwiek populistyczny „solidaryzm”. Michał Sutowski napisał niedawno [], że największe zagrożenie płynące z miłości Kaczyńsko-węgierskiej to nie tyle sny i marzenia prezesa PiS, co pracowite, systematyczne naśladownictwo – tworzenie własnych mediów, niezależnych kanałów dystrybucji i komunikacji, sieci „społeczeństwa politycznego” pod patronatem lokalnych proboszczów, etc. My nie ignorujemy „zagrożenia węgierskiego”, my twierdzimy że histeryczne moralizowanie i piętnowanie „faszyzmu” wroga nie pomaga, a na pewno nie wystarcza, jeśli ów polityczny wróg zaczyna zdobywać poparcie połowy społeczeństwa.  

  

Sergiusz Kowalski cytuje Monikę Strzępkę, której nie odpowiadało  medialne gnojenie Anny Fotygi, faktycznie przekraczające nieraz granice przyzwoitości. Wyciąganie stąd wniosku, że KP popiera albo chociaż toleruje wizję polityki zagranicznej PiS, to kolejna bzdura w tekście Kowalskiego. Wieńcząca całość wywodu o „obiektywnym” wspieraniu PiS. 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Mirosław Kraszewski Dobry pomysł. Dodałem tag zgodnie z Pańską wskazówką. Pozdrawiam, A.O.
  • @Vader Zachęcam do wizyty w kinie :) Być może zmieni Pan perspektywę.
  • @ Jakub Biernat Zamieścimy Pański apel na witrynie KP. Od siebie dodam: cieszę się, że w...

Tagi

Tematy w dziale